Witam wszystkich czytelników. Bardzo
potrzebuje abyście pomogli mi podjąć pewną decyzje otóż wpadłam
dziś na pomysł napisania opowiadania o jakimś sławnym nastoletnim
piosenkarzu (wybór piosenkarza pozostawiam wam) który zdaniem
swojego agenta i swoich rodziców by móc ruszyć w następną trasę
koncertową musi ukończyć publiczne liceum. Kiedy przychodzi do
szkoły dziewczyny wprost rzucają się na niego oprócz Jane która
jest bardzo mądra ale nieśmiała mimo iż ten piosenkarz jest jej
idolem. Lecz pewne okoliczności sprawią że to właśnie Jane
stanie się obiektem zainteresowania piosenkarza.
Jeśli myślicie że to dobry pomysł
na opowiadanie to głosujcie w komentarzach lub piszcie na GG
50339911.
NIE oznacza – Nie pisz
TAK oznacza - Pisz
Ci którzy zagłosują na TAK niech
dodatkowo napiszą Imię i Nazwisko piosenkarza którego proponują.
Gdy
wróciłam z książkami do salonu ujrzałam Jacea trzymającego w
reku moje zdjęcie z mamą.
-
Co robisz ? - powiedziałam podchodząc i zabierając mu zdjęcie z
rąk
-
Nic ja tylko.... - zaczął chcąc się tłumaczyć
-
Zostaw to mamy prace do napisania – powiedziałam odstawiając
zdjęcie po czym podeszłam do kanapy i usiadłszy rozłożyłam
książki na ławie stojącą przede mną Jace zaś usiadł na
przeciwległym końcu kanapy.
-
Ok więc od czego zaczynamy - zapytałam
-
Może ty opisz czasy po rewolucji a ja przed rewolucja
-
No dobrze – zgodziłam się i usadowiwszy się wygodnie zabraliśmy
się za pisanie starałam się cokolwiek napisać ale nie potrafiłam
zamiast tego rysowałam jakiś symbol w zeszycie i na dodatek ta
świadomość że on jest tak blisko i że jeszcze nie tak dawno o
nim śniłam dobijała mnie, czasem mój wzrok mimowolnie podnosił
się znad kolan na których trzymałam zeszyt i zawieszał na moment
na Jacem „ach jaki on przystojny” pomyślałam lecz po chwili
skarciłam się w myślach Clary Frey natychmiast przestań o nim
myśleć, po czym nachyliłam się po jedną z książek. Nagle
poczułam na swojej dłoni dłoń Jacea który sięgał po tą samą
książkę gdy odwróciłam wzrok okazało się ze nasze twarze
dzielą centymetry czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić kiedy
spoglądał mi głęboko w oczy a jego usta niepewnie zbliżają się
do moich, musiałam coś zrobić nie mogłam pozwolić by znów mnie
pocałował
– Przepraszam
cię na chwile, zaraz wracam – powiedziałam i natychmiast wstając
ruszyłam do ubikacji kiedy tylko tam dotarłam natychmiast przemyłam
twarz wodą by ochłonąć po czym oparłam się na umywalce i
spojrzawszy w lustro zaczęłam się uspokajać – ok wrócę tam i
dokończę ta głupią prace to tylko Jece dam sobie rade po prostu
nie będę o nim myśleć muszę wsiąść się w garść –
powiedziałam do siebie po czym biorąc dwa głębokie wdechy
wróciłam do salonu. Kiedy tylko weszłam do salonu od razu
skierowałam się w stronę fotela nie mogłam pozwolić by sytuacja
się powtórzyła Jace chyba się domyślił co mi chodzi po głowie
bo gdy zobaczył jak siadam na fotelu by być z dala od niego
uśmiechną się kpiąco.
-
Czemu ode mnie uciekasz Clary ? Wiem że chcesz znów mnie pocałować
- zapytał podchodząc i nachylając się nade mną oparł się
rękoma na oparciu fotela i przybliżył swoją twarz do mojej.
-
Nie uciekam i wyjaśnijmy coś sobie po pierwsze to ty ostatnio mnie
pocałowałeś, a po drugie wcale nie mam na to ochoty nie jesteś w
moim typie
-
Jesteś pewna? Ostatnio odniosłem inne wrażenie – zapytał
podnosząc brwi do góry i szeroko się uśmiechając, a nasze usta
dzieliły ze 2 mm czułam jak serce mi wali coraz szybciej. W
obecności Jacea zapomniałam o tym że jeszcze kilka dni temu nim
przyjechałam do Nowego Jorku miałam chłopaka z którym byłam
bardzo szczęśliwa, a w zasadzie chyba dalej mam bo nie zerwaliśmy
oficjalnie z Kevinem
Kevin McCartney
obiecał mi że będziemy w kontakcie a nawet że
mnie wkrótce odwiedzi w Nowym Jorku dlatego nie mogę myśleć o
Jacem jak by to o mnie świadczyło.
-
Tak a teraz wracajmy do pracy – powiedziałam odpychając go od
siebie choć czułam że pewna część mnie wolała by teraz wpić
się w usta Jacea. Lecz nie mogę, nie tylko ze względu na to co
widziałam w klubie, ale przede wszystkim ze względu na Kevina.
-
Jak chcesz ale wiem że jeszcze zmienisz zdanie – powiedział
wracając na swoje miejsce po jakichś 2 godzinach pracy Jace wyszedł
a ja zostałam sama ze swoimi myślami.
JACE
Gdy
wyszedłem od Clary wsiadłem na motor i ruszyłem do instytutu kiedy
tylko byłem na miejscu poszedłem wprost do swojej sypialni kładąc
się na łóżku zacząłem rozmyślać o Clary miałem tylko
dowiedzieć się co ona o nas wie a zamiast tego chyba się w niej
zakochuje pierwszy raz czuje coś takiego, miałem sporo dziewczyn
ale przy żadnej nie czułem tego, co czuje przy Clary. Nurtowało
mnie jeszcze to zdjęcie znad kominka na którym Clary była z mamą,
mógłbym przysiądź że już gdzieś widziałem tą kobietę, z
moich rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-
Jace możemy pogadać – powiedziała Iz
-
Jasne wejdź - odpowiedziałem
-
I jak ci idzie z Clary dowiedziałeś się już czegoś – zapytała
-
Nie Iz jeszcze nie
-
szkoda, więc pracuj nad nią dalej a póki co Hoge chce z nami się
widzieć jest w bibliotece pewnie chodzi o Clary
-
Co ? Powiedzieliście mu o niej ? - zapytałem z niedowierzaniem
przecież Hoge zechce się jej pozbyć moje przybrane rodzeństwo to
sami idioci
-
Musieliśmy – powiedziała Iz – jace nie mogliśmy dłużej tego
ukrywać przed Cleve wiesz przecież jak oni poważnie traktują tych
którzy coś przed nimi ukrywają więc wybacz ale osobiście nie
chce podpaść Cleve. - słysząc to od razu zerwałem się z łóżka
i pobiegłem do Hoga.
-
Tak, czemu nie mówiłeś mi o pannie Clary – spytał Hoge z
oskarżycielskim tonem
-
Bo nie ma o czym – powiedziałem wzruszając ramionami
-
Oj a mi się wydaje że jest widziała was w klubie mimo iż
mieliście runy
-
Nie jesteśmy tego pewni dlatego nic nie wspominałem powiedział bym
ci ale chciałem najpierw się upewnić,- mówiłem próbując się
usprawiedliwić po czym dodałem - mam nadzieje ze nie niepokoiłeś
jeszcze Cleve
-
Nie, ale daje ci tydzień na dowiedzenie się czegoś potem jak nie
przyniesiesz mi żadnych wiadomości o tej dziewczynie dam znać
Cleve i oni się nią zajmą. A teraz bierz rodzeństwo i idźcie na
łowy na Golden St. pojawiła się aktywność.
-
Dobrze Hoge, już idziemy – odpowiedziałem po czym ruszyłem do
wyjścia przechodząc obok jakiejś gabloty w której była
wystawiona stara bron łowców ujrzałem też na wierzchu leżący
album ze zdjęciami nocnych łowców nie dowierzałem kiedy mój
wzrok spoczął na jednym ze zdjęć na którym widniała matka
Clary. - Hoge kim jest ta kobieta ze zdjęcia? - zapytałem zaś Hoge
podchodząc spojrzał na zdjęcie
i odpowiedział
-
To
Jocelyn Morgenstern jedna z najbardziej utalentowanych Nocnych
Łowczyńmojego
pokolenia. Zaginęła kilka lat temu ciała nie znaleziono ale ślad
po niej zaginą dlatego oficjalnie uznano ją za zmarłą, ale czemu
o nią pytasz.
-
Tak
tylko z ciekawości, wybacz Hoge ale lepiej już pójdę Alec i Iz
się pewnie niecierpliwią.
-
Dobrze
idź i pamiętaj masz tydzień –
przestrzegł mnie Hoge
-
Dobrze
odpowiedziałem i czym prędzej ruszyłem do drzwi wiedziałem
już po części co jest grane i czemu tamtej nocy w klubie Clary nas
widziała mimo iż mieliśmy runy była córką Jocelyn Morgenstern
co sprawiło że płynie w niej krew nocnego łowcy.Nagle
zdałem sobie sprawę że Hoge przecież powiedział o aktywności
demona na Golden St. a przecież właśnie tam mieszka Clary nie
czekając na Aleca
i Iz pobiegłem do zbrojowni po czym założyłem szybko strój
nocnego łowcy i zabrawszy swoją broń wsiadłem na motor i ruszyłem
do Clary. Kiedy tylko dotarłem na miejsce usłyszałem jej krzyk
który dobiegał z jej domu gdy tylko tam wpadłem ujrzałem demona
ruszającego wprost na Clary.
CLARY
Siedziałam
właśnie na pietrze w swoim pokoju i rozmyślałam o Jacem i o tym
co do niego czuje kiedy posłyszałam nagle jakiś hałas dobiegający
z kuchni natychmiast więc poszłam to sprawdzić byłam pewna że to
mama wróciła z zakupów więc zwlekając się z łóżka powoli
zeszłam chcąc pomóc jej je rozpakować lecz gdy zaczęłam
schodzić po schodach usłyszałam jakieś warczenie kiedy tylko
spojrzałam w dół, u stup schodów ujrzałam czarnego dobermana
-
Skont
ty się tu wziąłeś – powiedziałam do zwierzaka i już miałam
ruszyć w jego stronę gdy nagle pies zaczął się wściekać a jego
oczy zrobiły się zupełnie białe najpierw powoli zaczęłam się
wycofywać lecz
gdy pies zaczął się zmieniać w coś co nie sposób opisać to
co
sil w nogach zaczęłam uciekać do swojego pokoju lecz wbiegając do
pomieszczenia potknęłam się o dywan a gdy tylko se odwróciłam to
Coś zmierzało prosto na mnie zaczęłam się cofać krzycząc z
przerażenia i wtedy nagle pojawił się On zabijając potwora.
FILM JEST CZĘŚCIĄ OPOWIADANIA BY ZROZUMIEĆ DALSZY CIĄG ROZDZIAŁU OBEJRZYJ PODCZAS CZYTANIA
-
Kim
ty u diabla jesteś – krzyknęłam do Jacea
-
Nocnym Łowcą tak jak i ty Clary
-
Co?? Co
ty bredzisz jakim Łowcą nagle z dołu usłyszeliśmy głos mojej
mamy
-
Clary?!!!
JOCELYN
Kiedy
weszłam do domu ujrzałam zdemolowane schody natychmiast ruszyłam w
stronę pokoju Clary wołając ją.
-
Clary?!!! Clary?!!! - bałam się że to Valentine mnie znalazł
odetchnęłam z ulgą gdy tylko Clary wybiegła z swojego pokoju.
-
Mamo ! - krzyknęła i podbiegła
wpadając w moje
ramiona
–
Tu
coś było ii... - zaczęła Clary lecz natychmiast jej przerwałam
gdy tylko ujrzałam za nią Nocnego Łowce popchnęłam Clary za
siebie i ruszyłam na Nocnego Łowce odkąd uciekłam z instytutu i
Valentina nie ufałam żadnemu z nich, był dobrze wyszkolony ale ja
byłam lepsza. - mamo nie on uratował mi życie – krzyknęła i
wtedy zaprzestaliśmy
walki. - a teraz do jasnej cholery wytłumaczcie mi co tu się
dzieje.
W zakładce "Wasze Pomysły" możecie w komentarzach pisać co chcielibyście by znalazło się w opowiadaniu dzięki temu i dzięki wam rozdziały będą pojawiać się szybciej na pewno niektóre pomysły zostaną wykorzystane ;)
Po tym do czego doszło pomiędzy mną
a Jacem całą noc nie mogłam zasnąć gdyż rozmyślałam o moim
pocałunku z nim gdy go całowałam jedna część mnie mówiła
„odepchnij go i spoliczkuj to przecież morderca” zaś druga
„przecież go pragniesz, niech nie przestaje”. Jedyne wyjście to
przestać o nim myśleć, lecz nie wiem czy możliwe, bym zapomniała
ten pocałunek ma takie słodkie usta NIE! STOP! CLARY FREY OPANUJ
SIE! od jutra postaram się go unikać może wtedy przestane o nim
myśleć, tak to jedyne wyjście.
JACE
Siedziałem właśnie w swoim pokoju w
instytucie gdy do drzwi zapukało moje przybrane rodzeństwo.
- Jace to ja Isabel mogę wejść
- Jasne – odpowiedziałem – o co
chodzi Izy
- O dziewczynę z klubu dowiedziałeś
się czemu na widziała, przecież mieliśmy runy – zapytał Alec
- Nie wiem ona udaje że niczego nie
widziała - odpowiedziałem
- Jace musisz dowiedzieć się co ona
wie i kim jest – zażądała Isabel
- Ale czemu akurat ja – zapytałem
zaskoczony
- Bo się jej podobasz kretynie nie
widzisz jak się na ciebie ciągle gapi – powiedziała już
poddenerwowana Izabel
- Widzę ale co jedno z drugim ma
wspólnego
- Poderwij ja spraw by ci zaufała i
dowiedz się kim ona u diabla jest, bo jeśli służy Valentinowi
może trzeba będzie się jej jakoś pozbyć
- Więc mam ja wykorzystać?- zapytałem
zaskoczony i nieco zbulwersowany tym co wymyśliła Izabel choć
muszę przyznać ze pomysł mi się podobał
- Nie każę przecież ci się z nią
przespać tylko umówić na jedną randkę możesz to chyba zrobić.
- Eh no dobra niech wam będzie –
powiedziałem na odczepnego po czym dodałem - a teraz wybaczcie ale
jestem zmęczony. - miałem już dość wykładu Izabel, kiedy tylko
Alec wraz z Iz wyszli z mojej sypialni położyłem się i zacząłem
rozmyślać o Clary lecz nie o tym jak się od niej dowiedzieć czemu
nas widziała tylko o jej słodkich ustach jeszcze żadna dziewczyna
tak mnie nie zauroczyła jak Clary a muszę przyznać że miałem ich
sporo.
CLARY
Kiedy rankiem otworzyłam oczy i
spojrzałam na zegarek była godzina 7:00
- Cholera zaspałam – powiedziałam
do siebie zrywając się z łóżka wiedziałam że za pół godziny
zjawi się Jace więc wzięłam szybki prysznic umyłam zęby i
ubrawszy się zeszłam by zjeść szybkie śniadanie miałam nadzieje
że uda mi się wyjść nim on się zjawi, zaraz po śniadaniu
ucałowałam mamę i biorąc plecak ruszyłam do wyjścia gdy tylko
otworzyłam drzwi zderzyłam się z Jacem
- Wybierasz się dokądś – zapytał
- Tak do szkoły – powiedziałam na
co on tylko się uśmiechną
- Jedzmy już inaczej spóźnimy się –
powiedział, więc nie mając już wyboru wsiadłam z nim na motor i
ruszyliśmy do szkoły kiedy jace zaparkował i pomógł mi zsiąść,
podziękowałam mu za podwiezienie.
- Dzięki za podwiezienie –
powiedziałam do Jacea i ruszyłam w stronę Cassi która stała wraz
z Angela i Molly rozmawiając i zerkając w naszą stronę
- Część dziewczyny – powiedziałam
do nowych koleżanek
- Część Clary, widzę że i ciebie
już omamił – powiedziała Cassi gdy tylko do nich podeszłam by
się przywitać
- Nie omamił, tylko podwiózł Cassi –
powiedziałam po czym zmieniłyśmy temat i ruszyłyśmy do szkolnego
budynku, pozostała część dnia mijała mi dość spokojnie mimo iż
przez cały czas czułam na sobie wzrok Jacea i jego przybranego
rodzeństwa. Nie mogłam się doczekać powrotu do domu cale
szczęście ze następna lekcja była ostatnią na dziś. Historia
nie była moim ulubionym przedmiotem ale przynajmniej mogłam skupić
się na tym co mówi Pani Profesor i choć na chwile przestać
myśleć o Jacem, dzisiejsza lekcja była poświęcona rewolucji
francuskiej pani profesor mówiła dość ciekawie słuchając jej
nawet nie zaówarzyłam że zbliża się koniec lekcji
- No dobrze moi drodzy teraz pierwszy,
trzeci i piąty rząd spójrzcie za siebie – powiedziała P.
Profesor kiedy wszyscy się odwrócili dodała – patrzycie właśnie
na swojego partnera, przez tydzień będziecie pracować nad wspólnym
projektem jeśli komuś nie odpowiada towarzysz możecie się z kimś
zamienić ale proszę byście mnie o tym powiadomili. - Odetchnęłam
z ulgą gdy zobaczyłam że nie trafiłam na Jacea tylko na Ericka
który chyba wolałby trafić na kogoś innego lecz mimo to uśmiechną
się i zgodził się na współprace. - zadanie będzie polegać na
napisaniu o czasach tuż przed rewolucją i o zmianach jakie zaszły
po rewolucji następnie porównacie to ze sobą i razem napiszecie o
zmianach jakie zaszły oraz czy wyszły one na lepsze czy gorsze to
tyle. - powiedziała profesor i wtem zadzwonił dzwonek i wszyscy
ruszyli do wyjścia z klasy. Kiedy podeszłam do swojej szafki zjawił
się przy mnie Erick.
- To jak kiedy się spotykamy –
zapytał
- Nie wiem dziś już raczej nie może
jutro, daj mi swój numer to jakoś się umówimy
- Ok - powiedział po czym podał mi
swój numer a ja dałam mu swój – to do jutra powiedział po czym
podszedł do kumpli. Gdy już wychodziłam ze szkoły dogoniła mnie
Angela.
- Clay, Clay, zaczekaj - krzyknęła za
mną więc się zatrzymałam
- Muszę z tobą porozmawiać –
powiedziała zadyszana, gdy już do mnie dotarła
- Co się stało - zapytałam zdziwiona
- Widzisz bo mam do ciebie prośbę
chodzi o ten projekt z historii
- Niech zgadnę chcesz się zamienić
za partnerów?
- Tak skąd wiesz?
- Nie jestem ślepa Angelo widzę jak
patrzysz na Ericka i nie rozumie czemu jeszcze ze sobą nie jesteście
skoro ty się w nim kochasz a on w tobie.
- Co ? Skąd wiesz że mu się podobam?
- Och mówiłam już nie jestem ślepa
- Więc jak zamienisz się?
- No dobrze ale muszę z nim pogadać a
ty powiedz swojemu o zamianie no i powiedz Pani Profesor
- Dobra dzięki Clary mam u ciebie dług
– powiedziała chciałam jeszcze zapytać jej z kim przyjdzie mi
pisać projekt bo zwykle nie zapamiętuje gdzie kto siedzi w klasie
poza tym jestem jeszcze nowa więc wszystkich jeszcze nie znam, ale
ona już odeszła uśmiechnięta od ucha do ucha, więc wróciłam
spacerkiem do domu. Gdy byłam już na miejscu weszłam do swojego
pokoju i zmęczona rzuciłam się na łóżko nawet nie wiedziałam
kiedy zasnęłam, a od czasu gdy po raz pierwszy go ujrzałam, śniłam
i nim.
Sen:
Clary nawet nie wiedziała skąd
znalazła się w jakimś zaułku osunęła się na ziemie płacząc,
nagle tuż przed nią pojawił się Jace który zaczął ją
pocieszać.
- Clary będzie dobrze wstań i nie
płacz już – powiedział pomagając jej wstać - posłuchaj jestem
Nocnym Łowcą i już zawsze będę cie chronił ryzykując własnym
życiem i nie tylko dlatego że jesteś jedną z nas ale dlatego że
cię kocham i pójdę z tobą wszędzie mój aniele – powiedział
Jace delikatnie łapiąc ja za podbródek i zmuszając by spojrzała
mu w oczy po czym otarł jej łzy ona zaś nic nie mówiąc zbliżyła
się do Jacea i niepewnie złączyła swoje usta z jego on zaś
pogłębił pocałunek, całowali się namiętnie pożądając siebie
nawzajem
– och jace – wyszeptała Clary
między pocałunkami ciężko dysząc po chwili oderwali się od
siebie spoglądając sobie głęboko w oczy...
Nagle ze snu wyrwał mnie głos mamy.
- Clary zejdź na obiad – zawołała
mama
- Rany to już ta godzina –
powiedziałam do siebie spoglądając na zegarek było już grubo po
16:00
- Clary – zawołała zniecierpliwiona
mama
- Już schodzę – odkrzyknęłam po
czym zeszłam do kuchni
- Clary muszę wyjść nie będzie mnie
kilka godzin poradzisz sobie – zapytała mama pokazując mi co
gdzie jest
- Jasne przecież nie jestem już
dzieckiem, a tak pro-po to dokąd idziesz? - zapytałam zaciekawiona
- Muszę się spotkać z Lukiem
- Czyli masz randkę? - zapytałam
- Nie Clary, Luck to przyjaciel –
powiedziała mama próbując się tłumaczyć
- Akurat więc na zwykłą pogawędkę
z przyjacielem tak się wystroiłaś – powiedziałam do mamy
mierząc ją wzrokiem od góry do dołu
- Lepiej uważaj co mówisz moja panno
– powiedziała po czym wyszła ja zaś zostałam sama kiedy już
skończyłam jeść obiad zmyłam talerz i ruszyłam w stronę
sypialni kiedy byłam już w połowie schodów prowadzących do
mojego pokoju usłyszałam dzwonek do drzwi więc natychmiast
zbiegłam otworzyć myśląc że to pewnie Saimon gdyż już dawno z
nim rozmawiałam. Gdy tylko je otworzyłam ujrzałam w nich chłopaka
który był zarówno moim koszmarem jak i marzeniem.
- Jace, co ty tu robisz ? – zapytałam
prosto z mety
- Wow miłe powitanie
- Przepraszam nie mam zbyt dobrego
humoru – powiedziałam próbując jakoś wytłumaczyć moje
zachowanie
- Nie szkodzi, a odpowiadając na twoje
pytanie to przyszedłem bo mamy razem pisać ten projekt z historii –
powiedział machając zeszytem i szeroko się uśmiechając
- Co ?! Więc to ty jesteś partnerem
Angeli – powiedziałam zaskoczona
- Byłem teraz jestem twoim przecież
się z nią zamieniłaś
- Tak ale tylko dlatego że mnie o to
prosiła, lecz gdybym wiedziała że to z tobą przyjdzie mi pisać w
życiu bym się nie zgodziła już wole napisać to sama, poza tym
jaszcze nie mówiłam o zmianie Erickowi więc da się to jeszcze
odkręcić.
- Niestety za puźno rozmawiałem już
z Erickiem – powiedział zadowolony
- Co?! - spytałam zaskoczona
- No dobrze niech będzie wejdź –
powiedziałam zrezygnowana zapraszając Jacea do środka kiedy wszedł
zaprowadziłam go do salonu – rozgość się a ja pójdę po
książki – dodałam po czym poszłam do swojego pokoju po książki
- boże i co ja mam teraz zrobić przecież miałam go unikać –
powiedziałam do siebie gdy już byłam w sypialni.
JACE
Kiedy Clary poszła po książki
zacząłem się rozglądać po salonie na kominku stały zdjęcia
małej Clary oraz zdjęcie Clary i jakiejś kobiety którą wydawało
mi się że już gdzieś ją widziałem.C.D.N.
Zdjęcia:
Mała Clary
Clary i Jocelyn To zdjęcie zrobiłam osobiście co o nim sądzicie? Piszcie na Czacie. ;)
Rozdział
dedykuje wszystkim którzy pomogli mi przy napisaniu go wielkie
dzięki kochani ;)
CLARY:
Kiedy
miałam zaledwie 10 lat musiałam opuścić Nowy Jork z nieznanych mi
wtedy powodów. Jednak po 7 latach mieszkania Chicago wracam do
Nowego Jorku. Kiedy wychodziłam z taksówki ujrzałam nasz stary dom
i wtem powróciły wspomnienia pamiętam jak jako małe dziecko
bawiłam się z Saimonem w ogródku rozrabialiśmy na maksa.
Chciałabym znów zobaczyć mojego przyjaciela z dzieciństwa Simona.
Zapewne spotkam go jutro w szkole choć nie mam zupełnej ochoty tam
iść nienawidzę pierwszych dni w nowej szkole lecz nie mam wyjścia.
Kiedy usilnie wyjmowałam walizki z bagażnika podszedł do mnie
jakiś chłopak proponując pomoc.
-
Daj pomogę ci Clary – powiedział chłopak
-
Przepraszam ale czy my się znamy? - zapytałam zdziwiona że chłopak
zna moje imię
-
Daj spokój Clary naprawdę aż tak się zmieniłem
-
Saimon ?
-
We własnej osobie – powiedział po czym teatralnie się ukłonił
ja zaś tylko się uśmiechnęłam i rzuciłam mu się na szyje –
aaa Clary udusisz mnie – szepną natychmiast się od niego
odsunęłam
-
Wybacz ale tyle czasu cie nie widziałam stęskniłam się za tobą
-
Ja za tobą tez marchewko – powiedział pamiętam jak gdy byliśmy
dziećmi Saimon zawsze gdy chciał mi dokuczyć nazywał mnie
„Marchewką”, a ja tego nie znosiłam
-
Chcesz oberwać – powiedziałam robiąc groźną minę on zaś
tylko widząc to się zaśmiał po czym wzięliśmy bagaże i
wnieśliśmy do mojego dawnego pokoju kiedy rozejrzałam się po
pomieszczeniu wróciły wspomnienia – boże nie mogę uwierzyć że
kiedyś tego słuchałam – powiedziałam zrywając ze ściany
plakaty zespołu „Caught In The Act” oraz Benjamina Boyce.
-
Wiesz co Saimon może to i dobry pomysł ale najpierw muszę się tu
ogarnąć.
-
Wróciła stara dobra Clary!- Wrzasnął Simon. Zaśmiałam się i
rzuciłam w niego poduszką. Otworzyłam jedną z walizek i zaczęłam
szukać czegoś odpowiedniego. Po chwili znalazłam odpowiednie
rzeczy. Szybko weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Kiedy już
z niego wyszłam osuszyłam ciało i włosy. Ubrałam się w
przygotowane rzeczy i zrobiłam mocniejszy make up. Po chwili włosy
upięłam na bok. Co nadało mojej stylizacji rockowy styl.
-
I jak wyglądam - zapytałam Saimona który ujrzawszy mnie
wytrzeszczył oczy nie mogąc wydusić z siebie słowa, zupełnie go
zamurowało.
-
Zabójczo – odpowiedział po chwili
-
Ee tam, wcale nie – powiedziałam machając ręką
-
Uwierz mi wiem co mówię – powiedział pewny swoich słów
-
Więc jeśli wyglądam zabójczo to czemu jeszcze stoisz? Powinieneś
być martwy - zapytałam podnosząc jedna brew do góry na co Saimon
robiąc minę umarlaka rzucił się na łóżko gdy tylko to
zobaczyłam oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem było zupełnie jak
za starych dobrych czasów gdy jeszcze byliśmy dziećmi.
-
To dokąd idziemy – zapytał po chwili Saimon
-
Nie wiem ty znasz to miasto lepiej pewnie wiele się tu zmieniło
-
Niewiele, proponuje byśmy poszli do „Jazz Club” może spotkamy
tam Ericka
-
No nie wiem, a czy istnieje jeszcze ten klub „Pandemonium” zawsze
byłam ciekawa jak tam jest
-
Tak istnieje ale nie wiem czy nas wpuszczą
-
Ale możemy spróbować jak nas nie wpuszczą to pójdziemy gdzie
indziej co ty na to?
-
Zgoda niech będzie.
***
Kiedy
dotarliśmy na miejsce nie chciano nas wpuścić do klubu. - Nie
mogę was wpuścić - rzucił hardo jeden z ochroniarzy stojący przy
bramce i przepuszczający jakiegoś nawet przystojnego chłopaka
widocznie był stałym klientem dlatego od razu mógł wejść. -
Dobrze w takim razie pójdziemy już, ale mógłby pan nam jeszcze
powiedzieć co oznacza tan symbol na szyldzie ? - zapytałam
uprzejmie wskazując na szyld gdy chłopak już wchodził do klubu.
-Jaki
symbol? - zapytał ochroniarz był wyraźnie zdumiony patrząc na
mnie jak na totalną idiotkę i właśnie wtedy ten nieznajomy
przystojniak podszedł do ochroniarza szepcząc mu coś do ucha. -
Właśnie. Jaki Clary? - zapytał Saimon ze zdziwieniem
-
Naprawdę nie widzisz ? - zapytałam z niedowierzaniem ślepi są czy
co?
-
Dobrze możecie wejść - powiedział ochroniarz obok którego nie
było już tajemniczego nieznajomego – ja zaś tylko wzruszyłam
ramionami i zadowolona weszłam z Saimonem do klubu gdy tylko
weszliśmy byłam w szoku nie spodziewałam się że ten klub może
być taki duży na dodatek było tam pełno ludzi.
-
Super jakoś się upchniemy powiedział Saimon
-
Nie narzekaj jest super
-
Ta jasne – przyznał od niechcenia Saimon po czym dodał proponując
– Clary chcesz drinka?
-
Tak – odparłam Saimon usłyszawszy to ruszył w stronę baru, ja
zaś weszłam na parkiet by trochę się poruszać tańcząc ujrzałam
jak przy barze siedzi chłopak dzięki któremu weszliśmy do klubu,
patrzył wprost na mnie do czasu gdy w wejściu na schodach nie
pojawiła się ona, była brunetką o długich włosach, ubrana była
w białą długą suknie a na reku miała złotą bransoletę w
kształcie węża dziewczyna wyglądała jak anioł. Chłopak
siedzący przy barze ujrzawszy ją od razu wstał i ruszył w jej
stronę zaciekawiona podążyłam wzrokiem za nim miałam już się
odwrócić bo nie będę przecież gapić się jak się całują,
lecz nim odwróciłam wzrok ujrzałam jak bransoleta dziewczyny
zaczęła się poruszać niczym żywy wąż
mój
nieznajomy natychmiast od niej odskoczył chcąc uciec ale ona
zamachnęła się i bransoleta zamieniła się w bat którym
przyciągnęła go z powrotem nagle obok niej znalazło się dwóch tajemniczych chłopaków obydwaj byli ubrani na czarno jeden z nich
przytrzymywał biedaka drugiego zaś za dobrze nie widziałam gdyż
miał kaptur na głowie ujrzałam tylko jak wyciąga miecz i z
satysfakcją przebija nim ofiarę. Widząc całe zajście pisnęłam
tak głośno że każdy spojrzał na mnie jak na wariatkę, tylko
oczy tych morderców spojrzały na mnie ze zdziwieniem.
-
Clary co się stało – zapytał Saimon który natychmiast znalazł
się przy mnie
– Zabili
go – powiedziałam wskazując palcem na morderców lecz on słysząc
to też spojrzał na mnie jak na wariatkę
-
Clary tam nikogo nie ma – powiedział Saimon nie więżąc mi gdy
przeniosłam z powrotem swój wzrok w tamta stronę dwójka z nich
już wychodziła z klubu a trzeci jeszcze chwile mi się przyglądał
po czym również wyszedł.
-
Clary zaczekaj – krzykną Saimon biegnąc za mną gdy wychodziłam
z klubu, chciałam jak najszybciej wrócić do domu.
-
Nie wierzysz mi – powiedziałam obruszona
-
Clary to nie tak po prostu jesteś jedyną osobą która to widziała
a poza tym to niedorzeczne kto by popełnił morderstwo w klubie
pełnym ludzi i nikt poza tobą miał by tego nie widzieć to obłęd,
może ktoś ci coś dodał do drinka i to ci się przewidziało
-
Jak nie chcesz mi wierzyć to nie, wiem co widziałam – odparłam
pewna siebie
-
Ok ok, przepraszam, nie gniewaj się dopiero wróciłaś nie chce się
z tobą kłócić. - powiedział Saimon patrząc na mnie smutnym
wzrokiem zawsze gdy robił ta smutna minę mu ustępowałam.
-
Nie to ja przepraszam może rzeczywiście coś mi się przewidziało
– powiedziałam lecz mimo to i tak wiedziałam swoje ale również
nie miałam ochotę na kutnie Saimonem był jak na razie jedyną
znajomą mi osobą odkąd wróciłam do Nowego Jorku i nie chciałam
zniszczyć naszej znajomości. Kiedy Saimon odwiózł mnie do domu
umówiliśmy się że razem pojedziemy następnego dnie do szkoły.
-
Przyjadę po ciebie jutro rano to pojedziemy razem do szkoły, to
wprowadzę cię we wszystko – zaproponował
-
Zgoda, to dobranoc - powiedziałam dając mu przyjacielskiego całusa
w policzek po czym wyszłam z auta Saimona i ruszyłam do domu.
***
Kiedy
weszłam do domu mama już spała więc po cichu poszłam do swojego
pokoju i wyjąwszy z walizki piżamę poszłam wziąć szybki
prysznic po czym po czym ubrałam piżamę i poszłam do łóżka po
wieczorze pełnym wrażeń nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wczesnym
rankiem obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno w
którym niestety nie było jeszcze firanek miałam jeszcze sporo
czasu by zacząć się zbierać do szkoły więc by zabić wolny czas
postanowiłam zrobić coś pożytecznego, więc wstałam i zaczęłam
rozpakowywać wszystkie pudła na których widniał napis „Pokój
Clary” byłam już w połowie gdy zerknęłam na zegarek
była 07:15
-
Cholera spóźnię się – powiedziałam sama do siebie po czym
szybko przerwałam rozpakowywanie i wziąwszy szybki prysznic
znalazłam odpowiednie ciuchy i ubrałam się po czym zeszłam na
śniadanie jak się okazało w kuchni czekał już Saimon z mamą
która robiła mi kanapki.
-
Już jesteś – zapytałam zdziwiona że jest za wcześnie
-
To ja powinienem zapytasz czemu jeszcze nie gotowa – odparł po
czym dodał – streszczaj się to twój pierwszy dzień w nowej
szkole poza tym musimy jeszcze znaleźć miejsce by zaparkować.
-
Ok to my już idziemy - powiedziałam do mamy biorąc od niej kanapki
po czym czym dodałam – zjem po drodze to na razie mamo – i
ucałowawszy ja wyszłam wraz z Saimonem kiedy zajechaliśmy na
parking, wysiedliśmy.z auta i ruszylśmy w stronę budynku szkoły. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do
pierwszej lekcji, wiec postanowiliśmy nieco się po niej rozejrzeć.
Po kilkunastu minutach pożegnałam się z Simonem, który miał
lekcje w innej sali i weszłam do klasy. W środku panował gwar.
Niektórzy siedzieli na ławkach i gawędzili wesoło. Więc poczułam
się nieco osamotniona. Chciałam, żeby Simon ze mną był.
Poprawiłam nerwowo rączkę torby i ruszyłam do ławki tuz przed
biurkiem nauczyciela. Po kilku minutach do sali wszedł pewnym
krokiem tęgi mężczyzna o nalanej twarzy z dziennikiem pod pacha.
Uczniowie od razu zamilkli i porozstawiali ławki do poprzednich
pozycji. Nauczyciel zmierzył wzrokiem gromadę młodzieży zebranej
w klasie. Ale jego wzrok na dłużej spoczął na mnie, więc mocno
się zarumieniłam z nerwów.
-
Ty jesteś zapewne tą nową uczennicą
-
Tak nazywam się Clary Frey – powiedziałam wstając
-
Witamy a teraz siadaj na miejsce, a wy uspokójcie się już –
powiedział nauczyciel zwracając się do mnie potem do klasy która
zapewne to o mnie tak plotkowała. Po trzech godzinach lekcyjnych
ruszyłam do stołówki biorąc tace z jedzeniem zaczęłam rozglądać
się za Saimonem lecz na razie nigdzie go nie widziałam więc
zaczęłam szukać wolnego miejsca.
-
Clay chodź do nas - krzyknęła jakaś blondynka wesoło machając
więc ruszyłam w jej stronę – Dobrze zapamiętałam jesteś
Clary? - zapytała gdy podeszłam do niej i jej znajomych
-
Tak a ty to...
-
Przepraszam nie przedstawiłam się mam na imię Cassandra Roberts
Cassandra Roberts
mamy razem historie, ale mów mi Cassie, siadaj – powiedziała
zapraszając mnie do stolika – poznaj Angele, Molly, Chrisa, Deana,
Erica – powiedziała wskazując na każdego z osobna.
-
Cześć - powiedziałam i usiadłam z nowymi znajomymi chwile
rozmawialiśmy i na horyzoncie pojawił się Saimon gdy tylko mnie
ujrzał natychmiast się do nas przysiadł nie minęła minuta od
przybycia Saimona i do stołówki weszli oni.
-
Cassie kim oni są szepnęłam do nowej znajomej – dyskretnie
wskazując na morderców z klubu.
-
To Lightwoodowie ta dziewczyna to Isabel nie jest zbyt towarzyska, a
ten szatyn to Alec jej brat ale nie interesują go żadne dziewczyny
-
A on ? - zapytałam widząc chłopaka a raczej morderce z klubu -
jest taki przystojny ? - powiedziałam lecz po chwili sama skarciłam
się w myślach „co ja wygaduje to przecież morderca”
-
A to, Jace Wayland przybrany brat Isabel i Aleca, a i zgadzam się
jest przystojny wszystkie dziewczyny się za nim uganiają ale to
dupek nigdy nie miał żadnej na stałe jego najdłuższy związek
trwał 2 dni poważnie nawet nie zawracaj sobie nim głowy nie warto
wykorzysta cie i porzuci.
-
Nie zamierzałam, tak tylko pytam – powiedziałam po czym
obejrzałam się jeszcze na Jacea i wtedy nasze spojrzenia się
spotkały, nie wiem ile to trwało ale poczułam jak moje serce
przyspiesza więc natychmiast odwróciłam wzrok musiałam
natychmiast stamtąd wyjść – wiecie co trochę źle się czuje
wrócę wcześniej do domu spotkamy się jutro powiedziałam po czym
zaczęłam wstawać od stolika.
-
Podwiozę cie – powiedział Saimon podnosząc się
-
Nie zostań poradzę sobie poza tym ktoś musi mnie usprawiedliwić –
powiedziałam uśmiechając się do Saimona
-
Dobra jak chcesz – powiedział po czym usiadł na miejsce a ja
ruszyłam do wyjścia lecz nagle drogę zastąpił mi Jace
-
Cześć jestem Jece a ty to zapewne Clary – powiedział witając
się i przedstawiając jak gdyby widział mnie po raz pierwszy chciał
chyba sprawdzić czy go poznaje „chcesz się tak bawić to
się zabawmy” pomyślałam
-
Tak mam na imię Clary i wybacz ale śpieszę się do domu –
skłamałam
-
Podwiozę cie – zaproponował „mam dać się pod wieść mordercy
o nie” pomyślałam
-
Wybacz ale nie wsiadam do auta z nieznajomym – powiedziałam chcąc
jakoś delikatnie odmówić
-
Po pierwsze nie autem tylko motorem, a po drugie właśnie ci się
przedstawiłem, a ty mi więc już się znamy powiedział szeroko się
uśmiechając.
-
No dobrze niech ci będzie, ale prosto do domu – zastrzegłam
-
Zgoda – powiedział po czym wyszliśmy razem. Kiedy dotarliśmy
przed mój dom Jace pomógł mi zsiąść z motoru po czym
odprowadził mnie na ganek.
-
Może pojedziemy jutro razem do szkoły – zaproponował
-
Nie wiem czy... - zaczęłam lecz on mi przerwał wchodząc wpół
zdania
-
Będę o 07:30 – powiedział po czym pocałował mnie w kącik ust,
a potem nawet nie wiem kiedy jego usta złączyły się z
moimi. C.D.N.
***
Chce
was prosić o komentarz przy tym rozdziale by wiedzieć czy ciągnąć
tą opowieść czy sobie darować bardzo liczę na wszą opinie.
Nigdy nie przypuszczałam
że w moim życiu zdarzy się coś takiego odkąd wróciłam do
Nowego Jorku moje życie się zmieniło, a przyczyną tych zmian był
Jace Wayland, wciągną mnie on do swojego mrocznego świata i przez
to uwierzyłam w rzeczy przez które patrzyłam teraz na świat
inaczej, a na dodatek zakochałam się w chłopaku w którym nie
powinnam. Nazywam się Clary Frey i opowiem wam historie nie tylko o
prawdziwej miłość ale też i poświęceniu, odwadze, walce o
lepsze jutro.