Witam wszystkich czytelników. Bardzo
potrzebuje abyście pomogli mi podjąć pewną decyzje otóż wpadłam
dziś na pomysł napisania opowiadania o jakimś sławnym nastoletnim
piosenkarzu (wybór piosenkarza pozostawiam wam) który zdaniem
swojego agenta i swoich rodziców by móc ruszyć w następną trasę
koncertową musi ukończyć publiczne liceum. Kiedy przychodzi do
szkoły dziewczyny wprost rzucają się na niego oprócz Jane która
jest bardzo mądra ale nieśmiała mimo iż ten piosenkarz jest jej
idolem. Lecz pewne okoliczności sprawią że to właśnie Jane
stanie się obiektem zainteresowania piosenkarza.
Jeśli myślicie że to dobry pomysł
na opowiadanie to głosujcie w komentarzach lub piszcie na GG
50339911.
NIE oznacza – Nie pisz
TAK oznacza - Pisz
Ci którzy zagłosują na TAK niech
dodatkowo napiszą Imię i Nazwisko piosenkarza którego proponują.
Gdy
wróciłam z książkami do salonu ujrzałam Jacea trzymającego w
reku moje zdjęcie z mamą.
-
Co robisz ? - powiedziałam podchodząc i zabierając mu zdjęcie z
rąk
-
Nic ja tylko.... - zaczął chcąc się tłumaczyć
-
Zostaw to mamy prace do napisania – powiedziałam odstawiając
zdjęcie po czym podeszłam do kanapy i usiadłszy rozłożyłam
książki na ławie stojącą przede mną Jace zaś usiadł na
przeciwległym końcu kanapy.
-
Ok więc od czego zaczynamy - zapytałam
-
Może ty opisz czasy po rewolucji a ja przed rewolucja
-
No dobrze – zgodziłam się i usadowiwszy się wygodnie zabraliśmy
się za pisanie starałam się cokolwiek napisać ale nie potrafiłam
zamiast tego rysowałam jakiś symbol w zeszycie i na dodatek ta
świadomość że on jest tak blisko i że jeszcze nie tak dawno o
nim śniłam dobijała mnie, czasem mój wzrok mimowolnie podnosił
się znad kolan na których trzymałam zeszyt i zawieszał na moment
na Jacem „ach jaki on przystojny” pomyślałam lecz po chwili
skarciłam się w myślach Clary Frey natychmiast przestań o nim
myśleć, po czym nachyliłam się po jedną z książek. Nagle
poczułam na swojej dłoni dłoń Jacea który sięgał po tą samą
książkę gdy odwróciłam wzrok okazało się ze nasze twarze
dzielą centymetry czułam jak serce zaczyna mi szybciej bić kiedy
spoglądał mi głęboko w oczy a jego usta niepewnie zbliżają się
do moich, musiałam coś zrobić nie mogłam pozwolić by znów mnie
pocałował
– Przepraszam
cię na chwile, zaraz wracam – powiedziałam i natychmiast wstając
ruszyłam do ubikacji kiedy tylko tam dotarłam natychmiast przemyłam
twarz wodą by ochłonąć po czym oparłam się na umywalce i
spojrzawszy w lustro zaczęłam się uspokajać – ok wrócę tam i
dokończę ta głupią prace to tylko Jece dam sobie rade po prostu
nie będę o nim myśleć muszę wsiąść się w garść –
powiedziałam do siebie po czym biorąc dwa głębokie wdechy
wróciłam do salonu. Kiedy tylko weszłam do salonu od razu
skierowałam się w stronę fotela nie mogłam pozwolić by sytuacja
się powtórzyła Jace chyba się domyślił co mi chodzi po głowie
bo gdy zobaczył jak siadam na fotelu by być z dala od niego
uśmiechną się kpiąco.
-
Czemu ode mnie uciekasz Clary ? Wiem że chcesz znów mnie pocałować
- zapytał podchodząc i nachylając się nade mną oparł się
rękoma na oparciu fotela i przybliżył swoją twarz do mojej.
-
Nie uciekam i wyjaśnijmy coś sobie po pierwsze to ty ostatnio mnie
pocałowałeś, a po drugie wcale nie mam na to ochoty nie jesteś w
moim typie
-
Jesteś pewna? Ostatnio odniosłem inne wrażenie – zapytał
podnosząc brwi do góry i szeroko się uśmiechając, a nasze usta
dzieliły ze 2 mm czułam jak serce mi wali coraz szybciej. W
obecności Jacea zapomniałam o tym że jeszcze kilka dni temu nim
przyjechałam do Nowego Jorku miałam chłopaka z którym byłam
bardzo szczęśliwa, a w zasadzie chyba dalej mam bo nie zerwaliśmy
oficjalnie z Kevinem
Kevin McCartney
obiecał mi że będziemy w kontakcie a nawet że
mnie wkrótce odwiedzi w Nowym Jorku dlatego nie mogę myśleć o
Jacem jak by to o mnie świadczyło.
-
Tak a teraz wracajmy do pracy – powiedziałam odpychając go od
siebie choć czułam że pewna część mnie wolała by teraz wpić
się w usta Jacea. Lecz nie mogę, nie tylko ze względu na to co
widziałam w klubie, ale przede wszystkim ze względu na Kevina.
-
Jak chcesz ale wiem że jeszcze zmienisz zdanie – powiedział
wracając na swoje miejsce po jakichś 2 godzinach pracy Jace wyszedł
a ja zostałam sama ze swoimi myślami.
JACE
Gdy
wyszedłem od Clary wsiadłem na motor i ruszyłem do instytutu kiedy
tylko byłem na miejscu poszedłem wprost do swojej sypialni kładąc
się na łóżku zacząłem rozmyślać o Clary miałem tylko
dowiedzieć się co ona o nas wie a zamiast tego chyba się w niej
zakochuje pierwszy raz czuje coś takiego, miałem sporo dziewczyn
ale przy żadnej nie czułem tego, co czuje przy Clary. Nurtowało
mnie jeszcze to zdjęcie znad kominka na którym Clary była z mamą,
mógłbym przysiądź że już gdzieś widziałem tą kobietę, z
moich rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-
Jace możemy pogadać – powiedziała Iz
-
Jasne wejdź - odpowiedziałem
-
I jak ci idzie z Clary dowiedziałeś się już czegoś – zapytała
-
Nie Iz jeszcze nie
-
szkoda, więc pracuj nad nią dalej a póki co Hoge chce z nami się
widzieć jest w bibliotece pewnie chodzi o Clary
-
Co ? Powiedzieliście mu o niej ? - zapytałem z niedowierzaniem
przecież Hoge zechce się jej pozbyć moje przybrane rodzeństwo to
sami idioci
-
Musieliśmy – powiedziała Iz – jace nie mogliśmy dłużej tego
ukrywać przed Cleve wiesz przecież jak oni poważnie traktują tych
którzy coś przed nimi ukrywają więc wybacz ale osobiście nie
chce podpaść Cleve. - słysząc to od razu zerwałem się z łóżka
i pobiegłem do Hoga.
-
Tak, czemu nie mówiłeś mi o pannie Clary – spytał Hoge z
oskarżycielskim tonem
-
Bo nie ma o czym – powiedziałem wzruszając ramionami
-
Oj a mi się wydaje że jest widziała was w klubie mimo iż
mieliście runy
-
Nie jesteśmy tego pewni dlatego nic nie wspominałem powiedział bym
ci ale chciałem najpierw się upewnić,- mówiłem próbując się
usprawiedliwić po czym dodałem - mam nadzieje ze nie niepokoiłeś
jeszcze Cleve
-
Nie, ale daje ci tydzień na dowiedzenie się czegoś potem jak nie
przyniesiesz mi żadnych wiadomości o tej dziewczynie dam znać
Cleve i oni się nią zajmą. A teraz bierz rodzeństwo i idźcie na
łowy na Golden St. pojawiła się aktywność.
-
Dobrze Hoge, już idziemy – odpowiedziałem po czym ruszyłem do
wyjścia przechodząc obok jakiejś gabloty w której była
wystawiona stara bron łowców ujrzałem też na wierzchu leżący
album ze zdjęciami nocnych łowców nie dowierzałem kiedy mój
wzrok spoczął na jednym ze zdjęć na którym widniała matka
Clary. - Hoge kim jest ta kobieta ze zdjęcia? - zapytałem zaś Hoge
podchodząc spojrzał na zdjęcie
i odpowiedział
-
To
Jocelyn Morgenstern jedna z najbardziej utalentowanych Nocnych
Łowczyńmojego
pokolenia. Zaginęła kilka lat temu ciała nie znaleziono ale ślad
po niej zaginą dlatego oficjalnie uznano ją za zmarłą, ale czemu
o nią pytasz.
-
Tak
tylko z ciekawości, wybacz Hoge ale lepiej już pójdę Alec i Iz
się pewnie niecierpliwią.
-
Dobrze
idź i pamiętaj masz tydzień –
przestrzegł mnie Hoge
-
Dobrze
odpowiedziałem i czym prędzej ruszyłem do drzwi wiedziałem
już po części co jest grane i czemu tamtej nocy w klubie Clary nas
widziała mimo iż mieliśmy runy była córką Jocelyn Morgenstern
co sprawiło że płynie w niej krew nocnego łowcy.Nagle
zdałem sobie sprawę że Hoge przecież powiedział o aktywności
demona na Golden St. a przecież właśnie tam mieszka Clary nie
czekając na Aleca
i Iz pobiegłem do zbrojowni po czym założyłem szybko strój
nocnego łowcy i zabrawszy swoją broń wsiadłem na motor i ruszyłem
do Clary. Kiedy tylko dotarłem na miejsce usłyszałem jej krzyk
który dobiegał z jej domu gdy tylko tam wpadłem ujrzałem demona
ruszającego wprost na Clary.
CLARY
Siedziałam
właśnie na pietrze w swoim pokoju i rozmyślałam o Jacem i o tym
co do niego czuje kiedy posłyszałam nagle jakiś hałas dobiegający
z kuchni natychmiast więc poszłam to sprawdzić byłam pewna że to
mama wróciła z zakupów więc zwlekając się z łóżka powoli
zeszłam chcąc pomóc jej je rozpakować lecz gdy zaczęłam
schodzić po schodach usłyszałam jakieś warczenie kiedy tylko
spojrzałam w dół, u stup schodów ujrzałam czarnego dobermana
-
Skont
ty się tu wziąłeś – powiedziałam do zwierzaka i już miałam
ruszyć w jego stronę gdy nagle pies zaczął się wściekać a jego
oczy zrobiły się zupełnie białe najpierw powoli zaczęłam się
wycofywać lecz
gdy pies zaczął się zmieniać w coś co nie sposób opisać to
co
sil w nogach zaczęłam uciekać do swojego pokoju lecz wbiegając do
pomieszczenia potknęłam się o dywan a gdy tylko se odwróciłam to
Coś zmierzało prosto na mnie zaczęłam się cofać krzycząc z
przerażenia i wtedy nagle pojawił się On zabijając potwora.
FILM JEST CZĘŚCIĄ OPOWIADANIA BY ZROZUMIEĆ DALSZY CIĄG ROZDZIAŁU OBEJRZYJ PODCZAS CZYTANIA
-
Kim
ty u diabla jesteś – krzyknęłam do Jacea
-
Nocnym Łowcą tak jak i ty Clary
-
Co?? Co
ty bredzisz jakim Łowcą nagle z dołu usłyszeliśmy głos mojej
mamy
-
Clary?!!!
JOCELYN
Kiedy
weszłam do domu ujrzałam zdemolowane schody natychmiast ruszyłam w
stronę pokoju Clary wołając ją.
-
Clary?!!! Clary?!!! - bałam się że to Valentine mnie znalazł
odetchnęłam z ulgą gdy tylko Clary wybiegła z swojego pokoju.
-
Mamo ! - krzyknęła i podbiegła
wpadając w moje
ramiona
–
Tu
coś było ii... - zaczęła Clary lecz natychmiast jej przerwałam
gdy tylko ujrzałam za nią Nocnego Łowce popchnęłam Clary za
siebie i ruszyłam na Nocnego Łowce odkąd uciekłam z instytutu i
Valentina nie ufałam żadnemu z nich, był dobrze wyszkolony ale ja
byłam lepsza. - mamo nie on uratował mi życie – krzyknęła i
wtedy zaprzestaliśmy
walki. - a teraz do jasnej cholery wytłumaczcie mi co tu się
dzieje.