niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 1



Rozdział dedykuje wszystkim którzy pomogli mi przy napisaniu go wielkie dzięki kochani ;)


CLARY:

Kiedy miałam zaledwie 10 lat musiałam opuścić Nowy Jork z nieznanych mi wtedy powodów. Jednak po 7 latach mieszkania Chicago wracam do Nowego Jorku. Kiedy wychodziłam z taksówki ujrzałam nasz stary dom i wtem powróciły wspomnienia pamiętam jak jako małe dziecko bawiłam się z Saimonem w ogródku rozrabialiśmy na maksa. Chciałabym znów zobaczyć mojego przyjaciela z dzieciństwa Simona. Zapewne spotkam go jutro w szkole choć nie mam zupełnej ochoty tam iść nienawidzę pierwszych dni w nowej szkole lecz nie mam wyjścia. Kiedy usilnie wyjmowałam walizki z bagażnika podszedł do mnie jakiś chłopak proponując pomoc.
- Daj pomogę ci Clary – powiedział chłopak
- Przepraszam ale czy my się znamy? - zapytałam zdziwiona że chłopak zna moje imię
- Daj spokój Clary naprawdę aż tak się zmieniłem
- Saimon ?
- We własnej osobie – powiedział po czym teatralnie się ukłonił ja zaś tylko się uśmiechnęłam i rzuciłam mu się na szyje – aaa Clary udusisz mnie – szepną natychmiast się od niego odsunęłam
- Wybacz ale tyle czasu cie nie widziałam stęskniłam się za tobą
- Ja za tobą tez marchewko – powiedział pamiętam jak gdy byliśmy dziećmi Saimon zawsze gdy chciał mi dokuczyć nazywał mnie „Marchewką”, a ja tego nie znosiłam
- Chcesz oberwać – powiedziałam robiąc groźną minę on zaś tylko widząc to się zaśmiał po czym wzięliśmy bagaże i wnieśliśmy do mojego dawnego pokoju kiedy rozejrzałam się po pomieszczeniu wróciły wspomnienia – boże nie mogę uwierzyć że kiedyś tego słuchałam – powiedziałam zrywając ze ściany plakaty zespołu „Caught In The Act” oraz Benjamina Boyce.
- Może wyjdziemy gdzieś wieczorem powspominamy dawne czasy – zaproponował Saimon
- Wiesz co Saimon może to i dobry pomysł ale najpierw muszę się tu ogarnąć.
- Wróciła stara dobra Clary!- Wrzasnął Simon. Zaśmiałam się i rzuciłam w niego poduszką. Otworzyłam jedną z walizek i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego. Po chwili znalazłam odpowiednie rzeczy. Szybko weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Kiedy już z niego wyszłam osuszyłam ciało i włosy. Ubrałam się w przygotowane rzeczy i zrobiłam mocniejszy make up. Po chwili włosy upięłam na bok. Co nadało mojej stylizacji rockowy styl.



- I jak wyglądam - zapytałam Saimona który ujrzawszy mnie wytrzeszczył oczy nie mogąc wydusić z siebie słowa, zupełnie go zamurowało.
- Zabójczo – odpowiedział po chwili
- Ee tam, wcale nie – powiedziałam machając ręką
- Uwierz mi wiem co mówię – powiedział pewny swoich słów
- Więc jeśli wyglądam zabójczo to czemu jeszcze stoisz? Powinieneś być martwy - zapytałam podnosząc jedna brew do góry na co Saimon robiąc minę umarlaka rzucił się na łóżko gdy tylko to zobaczyłam oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem było zupełnie jak za starych dobrych czasów gdy jeszcze byliśmy dziećmi.
- To dokąd idziemy – zapytał po chwili Saimon
- Nie wiem ty znasz to miasto lepiej pewnie wiele się tu zmieniło
- Niewiele, proponuje byśmy poszli do „Jazz Club” może spotkamy tam Ericka
- No nie wiem, a czy istnieje jeszcze ten klub „Pandemonium” zawsze byłam ciekawa jak tam jest
- Tak istnieje ale nie wiem czy nas wpuszczą
- Ale możemy spróbować jak nas nie wpuszczą to pójdziemy gdzie indziej co ty na to?
- Zgoda niech będzie.

***


Kiedy dotarliśmy na miejsce nie chciano nas wpuścić do klubu.
- Nie mogę was wpuścić - rzucił hardo jeden z ochroniarzy stojący przy bramce i przepuszczający jakiegoś nawet przystojnego chłopaka widocznie był stałym klientem dlatego od razu mógł wejść.
- Dobrze w takim razie pójdziemy już, ale mógłby pan nam jeszcze powiedzieć co oznacza tan symbol na szyldzie ? - zapytałam uprzejmie wskazując na szyld gdy chłopak już wchodził do klubu.


-Jaki symbol? - zapytał ochroniarz był wyraźnie zdumiony patrząc na mnie jak na totalną idiotkę i właśnie wtedy ten nieznajomy przystojniak podszedł do ochroniarza szepcząc mu coś do ucha.
- Właśnie. Jaki Clary? - zapytał Saimon ze zdziwieniem
- Naprawdę nie widzisz ? - zapytałam z niedowierzaniem ślepi są czy co?

- Dobrze możecie wejść - powiedział ochroniarz obok którego nie było już tajemniczego nieznajomego – ja zaś tylko wzruszyłam ramionami i zadowolona weszłam z Saimonem do klubu gdy tylko weszliśmy byłam w szoku nie spodziewałam się że ten klub może być taki duży na dodatek było tam pełno ludzi.

- Super jakoś się upchniemy powiedział Saimon  
- Nie narzekaj jest super
- Ta jasne – przyznał od niechcenia Saimon po czym dodał proponując – Clary chcesz drinka?

- Tak – odparłam Saimon usłyszawszy to ruszył w stronę baru, ja zaś weszłam na parkiet by trochę się poruszać tańcząc ujrzałam jak przy barze siedzi chłopak dzięki któremu weszliśmy do klubu, patrzył wprost na mnie do czasu gdy w wejściu na schodach nie pojawiła się ona, była brunetką o długich włosach, ubrana była w białą długą suknie a na reku miała złotą bransoletę w kształcie węża dziewczyna wyglądała jak anioł. Chłopak siedzący przy barze ujrzawszy ją od razu wstał i ruszył w jej stronę zaciekawiona podążyłam wzrokiem za nim miałam już się odwrócić bo nie będę przecież gapić się jak się całują, lecz nim odwróciłam wzrok ujrzałam jak bransoleta dziewczyny zaczęła się poruszać niczym żywy wąż 


mój nieznajomy natychmiast od niej odskoczył chcąc uciec ale ona zamachnęła się i bransoleta zamieniła się w bat którym przyciągnęła go z powrotem nagle obok niej znalazło się dwóch tajemniczych chłopaków obydwaj byli ubrani na czarno jeden z nich przytrzymywał biedaka drugiego zaś za dobrze nie widziałam gdyż miał kaptur na głowie ujrzałam tylko jak wyciąga miecz i z satysfakcją przebija nim ofiarę. Widząc całe zajście pisnęłam tak głośno że każdy spojrzał na mnie jak na wariatkę, tylko oczy tych morderców spojrzały na mnie ze zdziwieniem.


- Clary co się stało – zapytał Saimon który natychmiast znalazł się przy mnie
– Zabili go – powiedziałam wskazując palcem na morderców lecz on słysząc to też spojrzał na mnie jak na wariatkę

- Clary tam nikogo nie ma – powiedział Saimon nie więżąc mi gdy przeniosłam z powrotem swój wzrok w tamta stronę dwójka z nich już wychodziła z klubu a trzeci jeszcze chwile mi się przyglądał po czym również wyszedł.


- Clary zaczekaj – krzykną Saimon biegnąc za mną gdy wychodziłam z klubu, chciałam jak najszybciej wrócić do domu.
- Nie wierzysz mi – powiedziałam obruszona
- Clary to nie tak po prostu jesteś jedyną osobą która to widziała a poza tym to niedorzeczne kto by popełnił morderstwo w klubie pełnym ludzi i nikt poza tobą miał by tego nie widzieć to obłęd, może ktoś ci coś dodał do drinka i to ci się przewidziało
- Jak nie chcesz mi wierzyć to nie, wiem co widziałam – odparłam pewna siebie
- Ok ok, przepraszam, nie gniewaj się dopiero wróciłaś nie chce się z tobą kłócić. - powiedział Saimon patrząc na mnie smutnym wzrokiem zawsze gdy robił ta smutna minę mu ustępowałam.
- Nie to ja przepraszam może rzeczywiście coś mi się przewidziało – powiedziałam lecz mimo to i tak wiedziałam swoje ale również nie miałam ochotę na kutnie Saimonem był jak na razie jedyną znajomą mi osobą odkąd wróciłam do Nowego Jorku i nie chciałam zniszczyć naszej znajomości. Kiedy Saimon odwiózł mnie do domu umówiliśmy się że razem pojedziemy następnego dnie do szkoły.
- Przyjadę po ciebie jutro rano to pojedziemy razem do szkoły, to wprowadzę cię we wszystko – zaproponował
- Zgoda, to dobranoc - powiedziałam dając mu przyjacielskiego całusa w policzek po czym wyszłam z auta Saimona i ruszyłam do domu.

***

Kiedy weszłam do domu mama już spała więc po cichu poszłam do swojego pokoju i wyjąwszy z walizki piżamę poszłam wziąć szybki prysznic po czym po czym ubrałam piżamę i poszłam do łóżka po wieczorze pełnym wrażeń nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wczesnym rankiem obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno w którym niestety nie było jeszcze firanek miałam jeszcze sporo czasu by zacząć się zbierać do szkoły więc by zabić wolny czas postanowiłam zrobić coś pożytecznego, więc wstałam i zaczęłam rozpakowywać wszystkie pudła na których widniał napis „Pokój Clary” byłam już w połowie gdy zerknęłam na zegarek była 07:15
- Cholera spóźnię się – powiedziałam sama do siebie po czym szybko przerwałam rozpakowywanie i wziąwszy szybki prysznic znalazłam odpowiednie ciuchy i ubrałam się po czym zeszłam na śniadanie jak się okazało w kuchni czekał już Saimon z mamą która robiła mi kanapki.
- Już jesteś – zapytałam zdziwiona że jest za wcześnie
- To ja powinienem zapytasz czemu jeszcze nie gotowa – odparł po czym dodał – streszczaj się to twój pierwszy dzień w nowej szkole poza tym musimy jeszcze znaleźć miejsce by zaparkować.
- Ok to my już idziemy - powiedziałam do mamy biorąc od niej kanapki po czym czym dodałam – zjem po drodze to na razie mamo – i ucałowawszy ja wyszłam wraz z Saimonem kiedy zajechaliśmy na parking,  wysiedliśmy.z auta i ruszylśmy w stronę budynku szkoły. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do pierwszej lekcji, wiec postanowiliśmy nieco się po niej rozejrzeć. Po kilkunastu minutach pożegnałam się z Simonem, który miał lekcje w innej sali i weszłam do klasy. W środku panował gwar. Niektórzy siedzieli na ławkach i gawędzili wesoło. Więc poczułam się nieco osamotniona. Chciałam, żeby Simon ze mną był. Poprawiłam nerwowo rączkę torby i ruszyłam do ławki tuz przed biurkiem nauczyciela. Po kilku minutach do sali wszedł pewnym krokiem tęgi mężczyzna o nalanej twarzy z dziennikiem pod pacha. Uczniowie od razu zamilkli i porozstawiali ławki do poprzednich pozycji. Nauczyciel zmierzył wzrokiem gromadę młodzieży zebranej w klasie. Ale jego wzrok na dłużej spoczął na mnie, więc mocno się zarumieniłam z nerwów.
- Ty jesteś zapewne tą nową uczennicą
- Tak nazywam się Clary Frey – powiedziałam wstając
- Witamy a teraz siadaj na miejsce, a wy uspokójcie się już – powiedział nauczyciel zwracając się do mnie potem do klasy która zapewne to o mnie tak plotkowała. Po trzech godzinach lekcyjnych ruszyłam do stołówki biorąc tace z jedzeniem zaczęłam rozglądać się za Saimonem lecz na razie nigdzie go nie widziałam więc zaczęłam szukać wolnego miejsca.
- Clay chodź do nas - krzyknęła jakaś blondynka wesoło machając więc ruszyłam w jej stronę – Dobrze zapamiętałam jesteś Clary? - zapytała gdy podeszłam do niej i jej znajomych
- Tak a ty to...
- Przepraszam nie przedstawiłam się mam na imię Cassandra Roberts 


Cassandra Roberts


mamy razem historie, ale mów mi Cassie, siadaj – powiedziała zapraszając mnie do stolika – poznaj Angele, Molly, Chrisa, Deana, Erica – powiedziała wskazując na każdego z osobna.
- Cześć - powiedziałam i usiadłam z nowymi znajomymi chwile rozmawialiśmy i na horyzoncie pojawił się Saimon gdy tylko mnie ujrzał natychmiast się do nas przysiadł nie minęła minuta od przybycia Saimona i do stołówki weszli oni.
- Cassie kim oni są szepnęłam do nowej znajomej – dyskretnie wskazując na morderców z klubu.
- To Lightwoodowie ta dziewczyna to Isabel nie jest zbyt towarzyska, a ten szatyn to Alec jej brat ale nie interesują go żadne dziewczyny
- A on ? - zapytałam widząc chłopaka a raczej morderce z klubu - jest taki przystojny ? - powiedziałam lecz po chwili sama skarciłam się w myślach „co ja wygaduje to przecież morderca”
- A to, Jace Wayland przybrany brat Isabel i Aleca, a i zgadzam się jest przystojny wszystkie dziewczyny się za nim uganiają ale to dupek nigdy nie miał żadnej na stałe jego najdłuższy związek trwał 2 dni poważnie nawet nie zawracaj sobie nim głowy nie warto wykorzysta cie i porzuci.
- Nie zamierzałam, tak tylko pytam – powiedziałam po czym obejrzałam się jeszcze na Jacea i wtedy nasze spojrzenia się spotkały, nie wiem ile to trwało ale poczułam jak moje serce przyspiesza więc natychmiast odwróciłam wzrok musiałam natychmiast stamtąd wyjść – wiecie co trochę źle się czuje wrócę wcześniej do domu spotkamy się jutro powiedziałam po czym zaczęłam wstawać od stolika.
- Podwiozę cie – powiedział Saimon podnosząc się
- Nie zostań poradzę sobie poza tym ktoś musi mnie usprawiedliwić – powiedziałam uśmiechając się do Saimona
- Dobra jak chcesz – powiedział po czym usiadł na miejsce a ja ruszyłam do wyjścia lecz nagle drogę zastąpił mi Jace
- Cześć jestem Jece a ty to zapewne Clary – powiedział witając się i przedstawiając jak gdyby widział mnie po raz pierwszy chciał chyba sprawdzić czy go poznaje „chcesz się tak bawić to się zabawmy” pomyślałam
- Tak mam na imię Clary i wybacz ale śpieszę się do domu – skłamałam
- Podwiozę cie – zaproponował „mam dać się pod wieść mordercy o nie” pomyślałam
- Wybacz ale nie wsiadam do auta z nieznajomym – powiedziałam chcąc jakoś delikatnie odmówić
- Po pierwsze nie autem tylko motorem, a po drugie właśnie ci się przedstawiłem, a ty mi więc już się znamy powiedział szeroko się uśmiechając.
- No dobrze niech ci będzie, ale prosto do domu – zastrzegłam
- Zgoda – powiedział po czym wyszliśmy razem. Kiedy dotarliśmy przed mój dom Jace pomógł mi zsiąść z motoru po czym odprowadził mnie na ganek.
- Może pojedziemy jutro razem do szkoły – zaproponował
- Nie wiem czy... - zaczęłam lecz on mi przerwał wchodząc wpół zdania
- Będę o 07:30 – powiedział po czym pocałował mnie w kącik ust, a potem nawet nie wiem kiedy jego usta złączyły się z moimi. C.D.N.

***

Chce was prosić o komentarz przy tym rozdziale by wiedzieć czy ciągnąć tą opowieść czy sobie darować bardzo liczę na wszą opinie.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Prolog

OPOWIADANIE NA PODSTAWIE




PROLOG
Nigdy nie przypuszczałam że w moim życiu zdarzy się coś takiego odkąd wróciłam do Nowego Jorku moje życie się zmieniło, a przyczyną tych zmian był Jace Wayland, wciągną mnie on do swojego mrocznego świata i przez to uwierzyłam w rzeczy przez które patrzyłam teraz na świat inaczej, a na dodatek zakochałam się w chłopaku w którym nie powinnam. Nazywam się Clary Frey i opowiem wam historie nie tylko o prawdziwej miłość ale też i poświęceniu, odwadze, walce o lepsze jutro.