poniedziałek, 25 sierpnia 2014
niedziela, 24 sierpnia 2014
Rozdział 1
Rozdział
dedykuje wszystkim którzy pomogli mi przy napisaniu go wielkie
dzięki kochani ;)
CLARY:
Kiedy
miałam zaledwie 10 lat musiałam opuścić Nowy Jork z nieznanych mi
wtedy powodów. Jednak po 7 latach mieszkania Chicago wracam do
Nowego Jorku. Kiedy wychodziłam z taksówki ujrzałam nasz stary dom
i wtem powróciły wspomnienia pamiętam jak jako małe dziecko
bawiłam się z Saimonem w ogródku rozrabialiśmy na maksa.
Chciałabym znów zobaczyć mojego przyjaciela z dzieciństwa Simona.
Zapewne spotkam go jutro w szkole choć nie mam zupełnej ochoty tam
iść nienawidzę pierwszych dni w nowej szkole lecz nie mam wyjścia.
Kiedy usilnie wyjmowałam walizki z bagażnika podszedł do mnie
jakiś chłopak proponując pomoc.
-
Daj pomogę ci Clary – powiedział chłopak
-
Przepraszam ale czy my się znamy? - zapytałam zdziwiona że chłopak
zna moje imię
-
Daj spokój Clary naprawdę aż tak się zmieniłem
-
Saimon ?
-
We własnej osobie – powiedział po czym teatralnie się ukłonił
ja zaś tylko się uśmiechnęłam i rzuciłam mu się na szyje –
aaa Clary udusisz mnie – szepną natychmiast się od niego
odsunęłam
-
Wybacz ale tyle czasu cie nie widziałam stęskniłam się za tobą
-
Ja za tobą tez marchewko – powiedział pamiętam jak gdy byliśmy
dziećmi Saimon zawsze gdy chciał mi dokuczyć nazywał mnie
„Marchewką”, a ja tego nie znosiłam
-
Chcesz oberwać – powiedziałam robiąc groźną minę on zaś
tylko widząc to się zaśmiał po czym wzięliśmy bagaże i
wnieśliśmy do mojego dawnego pokoju kiedy rozejrzałam się po
pomieszczeniu wróciły wspomnienia – boże nie mogę uwierzyć że
kiedyś tego słuchałam – powiedziałam zrywając ze ściany
plakaty zespołu „Caught In The Act” oraz Benjamina Boyce.
-
Może wyjdziemy gdzieś wieczorem powspominamy dawne czasy –
zaproponował Saimon
-
Wiesz co Saimon może to i dobry pomysł ale najpierw muszę się tu
ogarnąć.
-
Wróciła stara dobra Clary!- Wrzasnął Simon. Zaśmiałam się i
rzuciłam w niego poduszką. Otworzyłam jedną z walizek i zaczęłam
szukać czegoś odpowiedniego. Po chwili znalazłam odpowiednie
rzeczy. Szybko weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Kiedy już
z niego wyszłam osuszyłam ciało i włosy. Ubrałam się w
przygotowane rzeczy i zrobiłam mocniejszy make up. Po chwili włosy
upięłam na bok. Co nadało mojej stylizacji rockowy styl.
-
I jak wyglądam - zapytałam Saimona który ujrzawszy mnie
wytrzeszczył oczy nie mogąc wydusić z siebie słowa, zupełnie go
zamurowało.
-
Zabójczo – odpowiedział po chwili
-
Ee tam, wcale nie – powiedziałam machając ręką
-
Uwierz mi wiem co mówię – powiedział pewny swoich słów
-
Więc jeśli wyglądam zabójczo to czemu jeszcze stoisz? Powinieneś
być martwy - zapytałam podnosząc jedna brew do góry na co Saimon
robiąc minę umarlaka rzucił się na łóżko gdy tylko to
zobaczyłam oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem było zupełnie jak
za starych dobrych czasów gdy jeszcze byliśmy dziećmi.
-
To dokąd idziemy – zapytał po chwili Saimon
-
Nie wiem ty znasz to miasto lepiej pewnie wiele się tu zmieniło
-
Niewiele, proponuje byśmy poszli do „Jazz Club” może spotkamy
tam Ericka
-
No nie wiem, a czy istnieje jeszcze ten klub „Pandemonium” zawsze
byłam ciekawa jak tam jest
-
Tak istnieje ale nie wiem czy nas wpuszczą
-
Ale możemy spróbować jak nas nie wpuszczą to pójdziemy gdzie
indziej co ty na to?
-
Zgoda niech będzie.
***
Kiedy dotarliśmy na miejsce nie chciano nas wpuścić do klubu.
- Nie mogę was wpuścić - rzucił hardo jeden z ochroniarzy stojący przy bramce i przepuszczający jakiegoś nawet przystojnego chłopaka widocznie był stałym klientem dlatego od razu mógł wejść.
- Dobrze w takim razie pójdziemy już, ale mógłby pan nam jeszcze powiedzieć co oznacza tan symbol na szyldzie ? - zapytałam uprzejmie wskazując na szyld gdy chłopak już wchodził do klubu.
-Jaki
symbol? - zapytał ochroniarz był wyraźnie zdumiony patrząc na
mnie jak na totalną idiotkę i właśnie wtedy ten nieznajomy
przystojniak podszedł do ochroniarza szepcząc mu coś do ucha.
- Właśnie. Jaki Clary? - zapytał Saimon ze zdziwieniem
- Właśnie. Jaki Clary? - zapytał Saimon ze zdziwieniem
-
Naprawdę nie widzisz ? - zapytałam z niedowierzaniem ślepi są czy
co?
-
Dobrze możecie wejść - powiedział ochroniarz obok którego nie
było już tajemniczego nieznajomego – ja zaś tylko wzruszyłam
ramionami i zadowolona weszłam z Saimonem do klubu gdy tylko
weszliśmy byłam w szoku nie spodziewałam się że ten klub może
być taki duży na dodatek było tam pełno ludzi.
-
Super jakoś się upchniemy powiedział Saimon
-
Nie narzekaj jest super
-
Ta jasne – przyznał od niechcenia Saimon po czym dodał proponując
– Clary chcesz drinka?
-
Tak – odparłam Saimon usłyszawszy to ruszył w stronę baru, ja
zaś weszłam na parkiet by trochę się poruszać tańcząc ujrzałam
jak przy barze siedzi chłopak dzięki któremu weszliśmy do klubu,
patrzył wprost na mnie do czasu gdy w wejściu na schodach nie
pojawiła się ona, była brunetką o długich włosach, ubrana była
w białą długą suknie a na reku miała złotą bransoletę w
kształcie węża dziewczyna wyglądała jak anioł. Chłopak
siedzący przy barze ujrzawszy ją od razu wstał i ruszył w jej
stronę zaciekawiona podążyłam wzrokiem za nim miałam już się
odwrócić bo nie będę przecież gapić się jak się całują,
lecz nim odwróciłam wzrok ujrzałam jak bransoleta dziewczyny
zaczęła się poruszać niczym żywy wąż
mój
nieznajomy natychmiast od niej odskoczył chcąc uciec ale ona
zamachnęła się i bransoleta zamieniła się w bat którym
przyciągnęła go z powrotem nagle obok niej znalazło się dwóch tajemniczych chłopaków obydwaj byli ubrani na czarno jeden z nich
przytrzymywał biedaka drugiego zaś za dobrze nie widziałam gdyż
miał kaptur na głowie ujrzałam tylko jak wyciąga miecz i z
satysfakcją przebija nim ofiarę. Widząc całe zajście pisnęłam
tak głośno że każdy spojrzał na mnie jak na wariatkę, tylko
oczy tych morderców spojrzały na mnie ze zdziwieniem.
-
Clary co się stało – zapytał Saimon który natychmiast znalazł
się przy mnie
– Zabili
go – powiedziałam wskazując palcem na morderców lecz on słysząc
to też spojrzał na mnie jak na wariatkę
-
Clary tam nikogo nie ma – powiedział Saimon nie więżąc mi gdy
przeniosłam z powrotem swój wzrok w tamta stronę dwójka z nich
już wychodziła z klubu a trzeci jeszcze chwile mi się przyglądał
po czym również wyszedł.
-
Clary zaczekaj – krzykną Saimon biegnąc za mną gdy wychodziłam
z klubu, chciałam jak najszybciej wrócić do domu.
-
Nie wierzysz mi – powiedziałam obruszona
-
Clary to nie tak po prostu jesteś jedyną osobą która to widziała
a poza tym to niedorzeczne kto by popełnił morderstwo w klubie
pełnym ludzi i nikt poza tobą miał by tego nie widzieć to obłęd,
może ktoś ci coś dodał do drinka i to ci się przewidziało
-
Jak nie chcesz mi wierzyć to nie, wiem co widziałam – odparłam
pewna siebie
-
Ok ok, przepraszam, nie gniewaj się dopiero wróciłaś nie chce się
z tobą kłócić. - powiedział Saimon patrząc na mnie smutnym
wzrokiem zawsze gdy robił ta smutna minę mu ustępowałam.
-
Nie to ja przepraszam może rzeczywiście coś mi się przewidziało
– powiedziałam lecz mimo to i tak wiedziałam swoje ale również
nie miałam ochotę na kutnie Saimonem był jak na razie jedyną
znajomą mi osobą odkąd wróciłam do Nowego Jorku i nie chciałam
zniszczyć naszej znajomości. Kiedy Saimon odwiózł mnie do domu
umówiliśmy się że razem pojedziemy następnego dnie do szkoły.
-
Przyjadę po ciebie jutro rano to pojedziemy razem do szkoły, to
wprowadzę cię we wszystko – zaproponował
-
Zgoda, to dobranoc - powiedziałam dając mu przyjacielskiego całusa
w policzek po czym wyszłam z auta Saimona i ruszyłam do domu.
***
Kiedy
weszłam do domu mama już spała więc po cichu poszłam do swojego
pokoju i wyjąwszy z walizki piżamę poszłam wziąć szybki
prysznic po czym po czym ubrałam piżamę i poszłam do łóżka po
wieczorze pełnym wrażeń nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wczesnym
rankiem obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno w
którym niestety nie było jeszcze firanek miałam jeszcze sporo
czasu by zacząć się zbierać do szkoły więc by zabić wolny czas
postanowiłam zrobić coś pożytecznego, więc wstałam i zaczęłam
rozpakowywać wszystkie pudła na których widniał napis „Pokój
Clary” byłam już w połowie gdy zerknęłam na zegarek
była 07:15
-
Cholera spóźnię się – powiedziałam sama do siebie po czym
szybko przerwałam rozpakowywanie i wziąwszy szybki prysznic
znalazłam odpowiednie ciuchy i ubrałam się po czym zeszłam na
śniadanie jak się okazało w kuchni czekał już Saimon z mamą
która robiła mi kanapki.
-
Już jesteś – zapytałam zdziwiona że jest za wcześnie
-
To ja powinienem zapytasz czemu jeszcze nie gotowa – odparł po
czym dodał – streszczaj się to twój pierwszy dzień w nowej
szkole poza tym musimy jeszcze znaleźć miejsce by zaparkować.
-
Ok to my już idziemy - powiedziałam do mamy biorąc od niej kanapki
po czym czym dodałam – zjem po drodze to na razie mamo – i
ucałowawszy ja wyszłam wraz z Saimonem kiedy zajechaliśmy na
parking, wysiedliśmy.z auta i ruszylśmy w stronę budynku szkoły. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do
pierwszej lekcji, wiec postanowiliśmy nieco się po niej rozejrzeć.
Po kilkunastu minutach pożegnałam się z Simonem, który miał
lekcje w innej sali i weszłam do klasy. W środku panował gwar.
Niektórzy siedzieli na ławkach i gawędzili wesoło. Więc poczułam
się nieco osamotniona. Chciałam, żeby Simon ze mną był.
Poprawiłam nerwowo rączkę torby i ruszyłam do ławki tuz przed
biurkiem nauczyciela. Po kilku minutach do sali wszedł pewnym
krokiem tęgi mężczyzna o nalanej twarzy z dziennikiem pod pacha.
Uczniowie od razu zamilkli i porozstawiali ławki do poprzednich
pozycji. Nauczyciel zmierzył wzrokiem gromadę młodzieży zebranej
w klasie. Ale jego wzrok na dłużej spoczął na mnie, więc mocno
się zarumieniłam z nerwów.
-
Ty jesteś zapewne tą nową uczennicą
-
Tak nazywam się Clary Frey – powiedziałam wstając
-
Witamy a teraz siadaj na miejsce, a wy uspokójcie się już –
powiedział nauczyciel zwracając się do mnie potem do klasy która
zapewne to o mnie tak plotkowała. Po trzech godzinach lekcyjnych
ruszyłam do stołówki biorąc tace z jedzeniem zaczęłam rozglądać
się za Saimonem lecz na razie nigdzie go nie widziałam więc
zaczęłam szukać wolnego miejsca.
-
Clay chodź do nas - krzyknęła jakaś blondynka wesoło machając
więc ruszyłam w jej stronę – Dobrze zapamiętałam jesteś
Clary? - zapytała gdy podeszłam do niej i jej znajomych
-
Tak a ty to...
-
Przepraszam nie przedstawiłam się mam na imię Cassandra Roberts
mamy razem historie, ale mów mi Cassie, siadaj – powiedziała zapraszając mnie do stolika – poznaj Angele, Molly, Chrisa, Deana, Erica – powiedziała wskazując na każdego z osobna.
Cassandra Roberts
mamy razem historie, ale mów mi Cassie, siadaj – powiedziała zapraszając mnie do stolika – poznaj Angele, Molly, Chrisa, Deana, Erica – powiedziała wskazując na każdego z osobna.
-
Cześć - powiedziałam i usiadłam z nowymi znajomymi chwile
rozmawialiśmy i na horyzoncie pojawił się Saimon gdy tylko mnie
ujrzał natychmiast się do nas przysiadł nie minęła minuta od
przybycia Saimona i do stołówki weszli oni.
-
Cassie kim oni są szepnęłam do nowej znajomej – dyskretnie
wskazując na morderców z klubu.
-
To Lightwoodowie ta dziewczyna to Isabel nie jest zbyt towarzyska, a
ten szatyn to Alec jej brat ale nie interesują go żadne dziewczyny
-
A on ? - zapytałam widząc chłopaka a raczej morderce z klubu -
jest taki przystojny ? - powiedziałam lecz po chwili sama skarciłam
się w myślach „co ja wygaduje to przecież morderca”
-
A to, Jace Wayland przybrany brat Isabel i Aleca, a i zgadzam się
jest przystojny wszystkie dziewczyny się za nim uganiają ale to
dupek nigdy nie miał żadnej na stałe jego najdłuższy związek
trwał 2 dni poważnie nawet nie zawracaj sobie nim głowy nie warto
wykorzysta cie i porzuci.
-
Nie zamierzałam, tak tylko pytam – powiedziałam po czym
obejrzałam się jeszcze na Jacea i wtedy nasze spojrzenia się
spotkały, nie wiem ile to trwało ale poczułam jak moje serce
przyspiesza więc natychmiast odwróciłam wzrok musiałam
natychmiast stamtąd wyjść – wiecie co trochę źle się czuje
wrócę wcześniej do domu spotkamy się jutro powiedziałam po czym
zaczęłam wstawać od stolika.
-
Podwiozę cie – powiedział Saimon podnosząc się
-
Nie zostań poradzę sobie poza tym ktoś musi mnie usprawiedliwić –
powiedziałam uśmiechając się do Saimona
-
Dobra jak chcesz – powiedział po czym usiadł na miejsce a ja
ruszyłam do wyjścia lecz nagle drogę zastąpił mi Jace
-
Cześć jestem Jece a ty to zapewne Clary – powiedział witając
się i przedstawiając jak gdyby widział mnie po raz pierwszy chciał
chyba sprawdzić czy go poznaje „chcesz się tak bawić to
się zabawmy” pomyślałam
-
Tak mam na imię Clary i wybacz ale śpieszę się do domu –
skłamałam
-
Podwiozę cie – zaproponował „mam dać się pod wieść mordercy
o nie” pomyślałam
-
Wybacz ale nie wsiadam do auta z nieznajomym – powiedziałam chcąc
jakoś delikatnie odmówić
-
Po pierwsze nie autem tylko motorem, a po drugie właśnie ci się
przedstawiłem, a ty mi więc już się znamy powiedział szeroko się
uśmiechając.
-
No dobrze niech ci będzie, ale prosto do domu – zastrzegłam
-
Zgoda – powiedział po czym wyszliśmy razem. Kiedy dotarliśmy
przed mój dom Jace pomógł mi zsiąść z motoru po czym
odprowadził mnie na ganek.
-
Może pojedziemy jutro razem do szkoły – zaproponował
-
Nie wiem czy... - zaczęłam lecz on mi przerwał wchodząc wpół
zdania
-
Będę o 07:30 – powiedział po czym pocałował mnie w kącik ust,
a potem nawet nie wiem kiedy jego usta złączyły się z
moimi. C.D.N.
***
Chce
was prosić o komentarz przy tym rozdziale by wiedzieć czy ciągnąć
tą opowieść czy sobie darować bardzo liczę na wszą opinie.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Prolog
OPOWIADANIE NA PODSTAWIE
PROLOG
Nigdy nie przypuszczałam
że w moim życiu zdarzy się coś takiego odkąd wróciłam do
Nowego Jorku moje życie się zmieniło, a przyczyną tych zmian był
Jace Wayland, wciągną mnie on do swojego mrocznego świata i przez
to uwierzyłam w rzeczy przez które patrzyłam teraz na świat
inaczej, a na dodatek zakochałam się w chłopaku w którym nie
powinnam. Nazywam się Clary Frey i opowiem wam historie nie tylko o
prawdziwej miłość ale też i poświęceniu, odwadze, walce o
lepsze jutro.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






